Jak wypada połączenie Soulsów, Gothica i Skyrima? Mocno średnio.

Nine Dots Studio wpadło na pomysł połączenia lubianych mechanik z ostatnich lat i stworzenia własnej gry na ich bazie. Z tego miksu powinien wyjść udany produkt. Jednak wyszedł mocny średniak.

Akcja Outward toczy się w raczej zwyczajnym świecie fantasy, jest magia, potwory i czas średniowiecza. W grze występują cztery lokacje po których mamy możliwość podróżowania. Różnią się one klimatem, zabudowaniami i są nawet ciekawe. Jednak cały świat jest po prostu pusty. Mamy parę miast i osad ludzkich, ale to jest praktycznie wszystko. Reszta to pustkowie. Dużo lepiej wypadają miasta, mamy tam namiastkę życia i widać że coś się dzieje.

Jeśli chodzi o wydarzenia losowe, to niestety ich nie ma. Nie mamy tutaj ratowania NPCów przed bandytami czy napadów na nas. Wszystko co spotkamy poza miastami chce nas zjeść, ogranicza nas to do ciągłego szlachtowania wrogów.

Samo eksplorowanie świata wypada fajnie, mamy ochotę zwiedzać ruiny, sprawdzać co w nich jest. To w Outward wypada naprawdę ok. Ciekawą sprawą jest przedstawienie gracza – nie jesteśmy tutaj wielkim bohaterem. W tym świecie nic nie znaczymy, jesteśmy nikim i na dodatek toniemy w długach. Grę zaczyna cutscenka w której dowiadujemy się że mamy 5 dni na spłatę długu, inaczej odbiorą nam dom. Co najlepsze, jeśli faktycznie odpuścimy sobie spłatę, to za pięć dni będziemy spać pod mostem. Outward okazuje się grą trudną, ale przy tym uczciwą. Wiele głupich nawyków, jakie wyrobiły w nas gry komputerowe, jest tu bezlitośnie tępionych – w tym przekonanie, że wolno nam jakiś quest olać, bo przecież nic się nie stanie. Z drugiej strony, jeśli posłuchamy postaci pobocznych, mamy szansę dowiedzieć się, w jaki sposób spłacić dług – postępując zgodnie z tymi instrukcjami, możemy wyjść z opresji bez szwanku. Podobnych sytuacji występuje w grze więcej. Jeżeli na przykład ruszamy do miejsca opanowanego przez duchy, warto zebrać informacje i wyposażyć się w przedmioty, które pomogą w walce z nimi. Co ważne, takie przemyślane działanie nie tylko skutkuje sporym ułatwieniem, ale może być wręcz niezbędne do tego, by w ogóle zrealizować zadanie.

W Outward, każdą naszą przygodę czy wyprawę musimy dobrze zaplanować. Musimy zadbać nie tylko o przedmioty, które pomogą w walce, ale też o rzeczy związane ze zwykłym przetrwaniem w dziczy. Połączenie klasycznej rozgrywki RPG z survivalem stanowi jeden z najfajniejszych patentów gry. Jeśli wybieramy się w dłuższą podróż, powinniśmy pomyśleć praktycznie o wszystkim. Potrzebny będzie więc zapas czystej wody, odpowiednia porcja jedzenia, które należy zabezpieczyć tak, aby nie zepsuło się zbyt szybko, śpiwór lub namiot, a także ubrania dostosowane do panującego klimatu. Bieganie w grubej kurtce po pustynie raczej nie wyjdzie nam na dobre.

W teorii wszystko brzmi bardzo fajnie, jednak wykonanie tych wszystkich systemów jest ponownie – średnie. Praktycznie każdy z tych systemów ma swoje bugi i problemy. Ciekawy system jest w momencie kiedy przegramy starcie, tracimy wtedy przytomność, potem następuje zdarzenie losowe – pozytywne lub negatywne. Może nas więc znaleźć pomocny podróżnik, który odstawi nas do najbliższej gospody, ale możemy też trafić do niewoli wrogiego plemienia.

Kolejnym elementem Outward jest walka która wzorowana jest na serii Dark Souls. Oznacza to naukę ruchów przeciwnika, naukę walki bronią i powtarzanie tego x40. Niestety tutaj wypada to słabo. Podczas gry miałem problem z wyczuciem wagi postaci, a samo machanie bronią jest praktycznie nieodczuwalne. Walka jest tutaj bardzo chaotyczna. Sytuacji nie poprawia fakt, że większość nieprzyjaciół, na jakich trafiamy, wygląda wręcz fatalnie. Nie chodzi nawet o niską rozdzielczość tekstur, ale o to, że modele oponentów sprawiają wrażenie, jakby twórcom w pewnym momencie po prostu skończyły się fundusze na grę.

Trochę o fabule. Zasadniczo w Outward występują trzy frakcje, do których możemy się przyłączyć, a każda z nich oferuje odrębną historię. Aby jednak poznać którąś z nich, musimy najpierw ukończyć prolog, a następnie wybrać się do stolicy danego stronnictwa. Miasta te znajdują się na tyle daleko od lokacji początkowej, że wyprawy do nich okazują się długie i trudne, zwłaszcza dla słabo rozwiniętej postaci. Gdy już uda się dotrzeć do celu i dołączyć do jednej z frakcji, możemy rozpocząć karierę. Ta jednak nie wzbudziła we mnie praktycznie żadnego zainteresowania. Zadania, jakie otrzymujemy, są zwyczajnie nudne, a dialogi pisali chyba programiści, bo naprawdę musiałem się starać, żeby się na nich skupić. Postacie, które odgrywają tu ważniejszą rolę, nie odbiegają jakoś specjalnie od utartych schematów i przez większość rozgrywki pozostawały mi kompletnie obojętne.

Grafika w Outward jest bardzo nierówna. Mamy tutaj momenty kiedy wygląda to serio super, mamy też momenty kiedy przypomina to pierwszą część Gothica. Po uruchomieniu gry, od razu dostajemy multum filtrów oraz mocny kontrast barw. Twórcy chcieli tymi trikami przysłonić słabą warstwę wizualną.
Sama muzyka w grze wypada dobrze. Mamy tutaj Wiedźmińskie “lelelej”, ale znalazły się też raczej spokojne brzmienia.

Podsumowując całą przygodę. Twórcy mieli bardzo fajny pomysł, połączenie tych mechanik mogło naprawdę się udać. Moim zdaniem zabrakło tutaj budżetu i dopracowania samej gry. Nine Dots mogło zrezygnować z paru mechanik na rzecz samego doszlifowania całej gry, prawdopodobnie wtedy gra byłaby tym czym miała być w zamyśle twórców.

Ocena: 6.5/10

Dziękuję CDP za udostępnienie kopii recenzenckiej.